TENTEGO

TENTEGO

środa, 21 marca 2012

Kurwa Krystynka powraca

Leciała ciemnym tunelem wciągana w kierunku jego rozwidlenia z ogromna szybkością. Nie wiedziała gdzie jest, jak się tu znalazła ani dokąd zmierza. Nie miała zresztą czasu się tym zajmować, szybkość i gwałtowność z jaką była wciągana w nieznane sprawiała, że mogła się koncentrować tylko na tym. Światełko w końcu tunelu stawało się coraz większe i większe. W końcu wystrzeliła z tunelu jak korek od szampana i znalazła się na łące, która mieniła się paleta barw, z których wielu jeszcze w życiu nie widziała ani nie potrafiła ich nazwać ani do niczego przyrównać.
Nie miała pojęcia gdzie się znajduje ani co to za snop światła który zaczynał się przed nią materializować. Światło było na tyle jasne, że nie mogła wprost na nie spojrzeć. Musiała mrużyć oczy i przesłonić je ręką. Przez krótkie chwile widziała tylko kontury postaci stojącej w podświetlonym obszarze.
- Witaj Krystyno, bądź pozdrowiona.- usłyszała spokojny, miły głos.
I wtedy zaczęła sobie przypominać, stała przy drodze czekając na klienta, głupi fiut, który okazał się policjantem, tir. Nagle wszystko stało się jasne. Umarła a teraz jest pewno w tym innym lepszym świecie a to jest jej sąd ostateczny. Nigdy nie była osobą wierząca i nigdy jej to nie martwiło. Sądziła, że religia to wynalazek głupców, którzy próbują odnaleźć jakiś sens istnienia i pociecha dla tych, którzy nie potrafili sami o siebie zadbać. Wierzyła, że po śmierci już nic nie ma. Teraz w obliczu tego czego była świadkiem jej światopogląd legł w gruzach. Nie mogła się z tym pogodzić.
,,Wiem”- pomyślała- ,,To nie jest niebo a tylko halucynacją. Straciłam przytomność albo właśnie umieram. Mój mózg jest niedotleniony i umiera a ciało dostarczyło mu sporą dawkę serotoniny i endorfiny - hormonów szczęścia, stad ma wizje, przynajmniej tak wyjaśnił to doktor House w jednym z odcinków w którym pacjent twierdził, że był w niebie. A więc to wszystko mi się tylko wydaje i to są pewnie moje ostanie chwile, chyba, że mnie odratują. Nic nie mogę zrobić jedyne co mi pozostaje to jak najmilej spędzić ten czas”
Zauważyła też, że różne brudne myśli zaczęły przychodzić jej do głowy. Zaczęła zastanawiać jaką i czy w ogóle istota, która stała przed nią ma bieliznę. A jeśli tak to co ma pod spodem. Zdziwiło ją to tym bardziej, że nie czuła żadnego podniecenia seksualnego, przynajmniej nie w tym sensie w jakim odczuwała zazwyczaj. Nie miała już przecież ciała.
- Witaj, kim jesteś, o podświetlony.
- Jestem wszystkowiedzącym i wszystkomogącym bytem i stwórcą tego wszechświata. Posiadam wiele imion. Żydzi nazywają mnie Jahwe, muzułmanie Allachem a chrześcijanie Bogiem lub Jezusem.
- A to ty jesteś ten słynny Dzizus. To musiało strasznie boleć jak cie przybijali do tego krzyża.
- Jezus, nie Dzizus. Dzizus to po angielsku.
- Wow, znasz języki obce. Super.
- To ja pomieszałem ludzkie języki za karę pod więżą Babel. Odtąd ludzie mówią różnymi językami.
- Imponujące. Co jeszcze potrafisz?
- Jestem wszechwiedzący i wszechmocny. Moja wola staje się rzeczywistością. Mogę wszystko. Możesz mnie mnie poprosic i zapytać o co tylko chcesz.
- Kto wygrał ostatnio edycje Big Brothera?
- Tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia. W moim królestwie Big Brother nie istnieje w takim pojęciu jakim ty go znasz . To ja ustalam zasady, to ja jestem tu Wielkim Bratem.
- Nieprawda, Wielki Brat miał inny głos.
- Nieważne, przejdźmy do meritum naszego spotkania, córko.
- Nie jesteś moim tatą.
- Mój ojciec jest ojcem ojca twojego ojca i ojcem jego ojca oraz wszystkich ojców od poczęcia świata. Jest ojcem Adama. A ja jestem jednością z mym ojcem jestem więc i twoim ojcem.
- Eee? To ile ty masz lat?
- Więcej niż jesteś wstanie pojąć. Istnieje od...
- Nie mów, że jestem głupia- przerwała mu.
- Jesteś mądrzejsza niż ci się wydaje córko.
- Oczywiście, że jestem mądra. Jestem studentka.
- Tytuły naukowe i wykształcenie nie są miernikiem mądrości, córko. Nie znalazłaś się tu dlatego, że jesteś głupia lub mądra. Znalazłaś się tu ponieważ nadszedł twój czas. I teraz musisz ponieść konsekwencje swojego stylu życia albowiem – tu głos Boga stał się ostry, wręcz oskarżycielski – byłem głodny a ty nie dałaś mi jeść, byłem spragniony a ty nie dałaś mi pić, byłem nagi a ty nie przyodziałaś mnie...
- Nieprawda – stanowczo zaprzeczyła Krystynka – nigdy nie widziałam Cie ani głodnego ani spragnionego ani tym bardziej nagiego. W ogóle nigdy Cie wcześniej nie widziałam.
- Czego nie uczyniłaś, żadnemu z dzieci moich, mnie żeś nie uczyniła.
- No bo nie zdążyłam, jestem jeszcze taka młoda.
- To nie jest usprawiedliwienie. Życie jest wam dane, aby z niego korzystać. Musicie jak najlepiej wykorzystać ten czas, albowiem nie znacie ani dnia, ani godziny. Kiedy umieracie, trafiacie tutaj, rozmawiamy a ja decyduje o waszym dalszym losie. I lepiej dla każdego z was, żebyście byli na tą rozmowę przygotowani.
- Ale ja nie wiedziałam.
- To żadne usprawiedliwienie. Gdybym za każdym razem, gdy to słyszę, śpiewano mi na ziemi alleluja, to ludzkość nie miała by czasu na myślenie o czymkolwiek innym niż o mnie. W rezultacie wszyscy trafiali by do Raju. Ale tak nie jest. A ty trafiłaś tutaj w efekcie tego, że zadałaś ból jednemu ze swoich bliźnich. Co masz na swoje usprawiedliwienie?
- Miałam okres. - odpowiedziała Krystynka patrząc w ziemie.
- Okres! - Grzmiał Bóg – Chcesz powiedzieć, że w chwili śmierci miałaś miesiączkę? - Zamilkł na chwile – Wiesz co, doszedłem do wniosku, że zasługujesz na drugą szanse. W końcu jesteście tylko ludźmi. Powrócisz do żywota i kiedy następnym razem będziesz wpadać pod samochód upewnij się przedtem, że twój system hormonalny jest spokojny.
W tym momencie Krystynka poczuła jak jakąś siła ciągnie ją z powrotem, i zaczyna się oddalać z ogromną szybkością od Boga, łąki. Znowu znajdowała się w tunelu a światełko w tunelu stawało się coraz mniejsze. Nagle usłyszała czyjeś głosy, otworzyła oczy i wokół siebie zobaczyła grupkę ludzi w czerwonych strojach, wpatrujących się w nią z troską.

niedziela, 18 marca 2012

Kurwa Krystynka

Kurwa Krystynka stała przy drodze z kciukiem wyciągniętym do góry. Nikt się nie zatrzymał. Czekała już tak na klienta od dobrych kilku godzin. Życie tirówki nie było łatwe. Martwiła się, że już nikt nie przystanie. Martwiła o niezapłacone rachunki, o to, że nabawi się choroby wenerycznej albo ciąży, jeśli nie będzie dość ostrożna, że nie będzie miała na najnowszą mini i martwiła się, że ma zły makijaż. W jej otoczeniu mówiło sie, że dobry makijaż to trzy czwarte sukcesu. A Krystynka chciała odnieść sukces. Marzyła o karierze kurwy w wielkich miastach, gdzie mogłaby stać na eleganckich ulicach pod stylowymi latarniami. Marzyła o najdroższych burdelach, do których przychodziliby wielcy tego świata. Marzyła o nocy z prezydentem albo premierem. Im większej rangi klient, tym prostytutka cieszyła się większą renomą. Marzyła o sławie. Oczyma wyobraźni widziała swoją cipkę na afiszach i w reklamach w telewizji po 22. Kto wie, może dorobi się własnego programu. Miała już nawet nazwę ,,kręcimy z Krystynką”.
Z marzeń wyrwał ją fiat 126p, który z piskiem opon właśnie się zatrzymał. Krystynka wydała pisk radości, łyknęła łyk piwa z butelki, którą trzymała w ręku i podbiegła do wozu od strony kierowcy. Za kierownica siedział blondyn w ciemnych okularach, który żując gumę obleśnie mlaskał.
- Numerek 100 złotych, lodzik 50, numer extra 120, może być w samochodzie, ale wolę w mieszkaniu i koniecznie musisz mięć świeżą bieliznę, używać dobrej wody toaletowej i mięć zaświadczenie lekarskie, że jesteś zdrowy - szybko wyrecytowała.
Blondyn przez chwile się w nią wpatrywał, spod ciemnych okularów nie można było wyczytać u niego żądnej emocji.
- Dzień dobry, starszy posterunkowy Nalepka, policja, dowód osobisty proszę - powiedział po chwili, pokazując legitymacje.
- O KURWA – wymsknęło się Krystynie – ale dlaczego, co ja takiego zrobiłam? Ja tylko pracuję.
- Picie na drodze publicznej, można to również podpiąć pod spożywanie alkoholu w pracy, niestosowny strój... i wieśniacki makijaż - dodał po chwili z uśmiechem wysiadając z samochodu – że już nie dodam o obrażaniu funkcjonariusza policji, jestem po cywilnemu, ale ciągle jestem na służbie.
,,Głupi chujek”- pomyślała, uwaga o makijażu zdenerwowała ją najbardziej ze wszystkiego. Nie chodziło już o to, że poczuła się oszukana, że potencjalny klient okazał się policjantem, że zamiast zarobić straci stówę, i że nie powinna tak trzymać piwa na widoku. Poczuła złość bo ten facet skrytykował jej makijaż. Tłumiąc w sobie wściekłość powiedziała najzalotniej jak tylko umiała.
- Panie władzo, może się jakoś dogadamy.
- Próba przekupstwa funkcjonariusza policji! To będzie panią drogo kosztowało. I szczerze mówiąc, nawet gdybym miał potrzebę, nie skorzystałbym z pani usług nawet za darmo.
Tego już było Krystynie za dużo. Ten skurwysyn obraził ją już po raz drugi. Nie wytrzymała. Kopnęła go z całej siły w krocze i podczas gdy funkcjonariusz Nalepka zaczął zwijać się z bólu ona zaczęła uciekać na drugą stronę ulicy, chcąc schronić się w lesie. Nie zauważyła jednak tira, który jadąc za szybko nie zdążył zahamować i uderzył całym impetem w tą zaniedbaną 45 letnią kobietę z koszmarnym makijażem, niestosownie ubraną, która zdążyła sobie jeszcze tylko uświadomić, co właśnie ją spotkało i, że nie będzie już miała mandatu, że funkcjonariusz Nalepka nic jej już nie zrobi, że nie będzie już miała żadnych zmartwień i nadszedł upragniony spokój. Uświadomiła sobie również, że jej marzenia już nigdy się nie spełnią. Zdążyła też uświadomić sobie ironie całej sytuacji , iż jako tirówka ginie pod kołami tira. Taki był koniec kurwy Krystynki.

niedziela, 4 marca 2012

Utach Jazz vs Miami Heat ( 02.03.2012)


Najgorsza skuteczność za 3 kontra najlepsza. Pozbawiony gwiazd Team kontra drużyna gwiazd, czyli innymi słowy Utah Jazz kontra Miami Heat. Heat są ostatnio trochę tym samym czym byli Chigago Bulls w okresie drugiej trylogii mistrzowskiej. Pokonywali swoich przeciwników nim wyszli na parkiet, sam skład na papierze wystarczył, żeby przerazić każdą inną drużyne. Mecz był rozstrzygnięty nim się zaczął.
Miami Heat maja najlepsza passe od 14 miesięcy. Od 8 lutego są niepokonani, 9 kolejnych zwycięstw, z czego 6 na wyjeździe. Ostatnia wygrana z Portland bez Chrisa Bosha, ale James( 38 pkt, 11 zbr. 6 ast. 5 przech. i o strat) i Wade ( 33 pkt, 10 ast.) zupełnie go rekompensują. James ostatnio średnia 31 jeden punktów.
Jazzmani jednak nie przestraszyli się jednak swoich przeciwników i od pierwszych minut nawiązali równą walkę, a potem kontrolowali spotkanie przez większa część czasu nie schodząc poniżej prowadzenia 10 punktami. Miami było ospałe, a a Jazz napierali, pokonywali tym Heat tym samym czym oni zazwyczaj - żelazna defensywa, grą na tablicach i kontratakami.W 3 kwarcie prowadzenie dochodziło nawet do 18 punktów. Ale panów z Miami nie można niedoceniać, LBJ i Wade ( 31 pkt) wzięli się za odrabianie strat i doprowadzili do serii punktowej 15 – 4. Na rozpoczęciu 4 kwarty wynik wynosił 78 – 71 dla Utach. James ( 35 pkt., 10 zb., 6 ast.) napierał znowu i doprowadził do remisu po 88 na około 5 minut przed zakończeniem. Po czym nastąpił okres silnej gry obronnej po obu stronach i praktycznie kosz za kosz. Na minute przed końcem James trafił za 3 dając prowadzenie swojej drużynie 95 – 94, a potem poprawia na 97. Na 13 sekund przed końcem stan meczu wynosi 98 – 96 dla Miami. Devin Harris trafia flouterem za dwa i jest jeszcze faulowany. Na 4.5 sekundy przed końcem daje Jazzmanom jednopunktowe prowadzenie. Losy meczu znalazły się w rękach Jamesa. Z Haslemem zagrali akcje pick and pop i ten nie trafił decydującego rzutu, Miami przegrało prawie wygrany mecz.
Pojawiły się od razu spekulacje, że James znowu nie wziął na siebie odpowiedzialności ( podczas All- Star był podobna sytuacja) i nie oddał najważniejszego rzutu, a to on powinien to zrobić.
Pojawia się pytanie, czy on faktycznie zrzucił odpowiedzialność na Haslema, bo bał się sam to zrobić, czy też uznał, że jego kolega z zespołu jest w lepszej sytuacji rzutowej , a może była to z góry ustalona zagrywka. Jeśli tak, to nie jest to wina Kinga, bo akcje rozegrali wzorcowo, zabrakło tylko wykończenia.

czwartek, 1 marca 2012

50 rocznica setki Wilta

50 lat już minęło od największego występu indywidualnego pod względem zdobyczy punktowych. 2 marca 1962 roku Wilt Chamberlain rzucił rekordowe 100 punktów. Nie wiadomo czy w przyszłości ktokolwiek pobije ten rekord. Na drugi miejscu znajduje się dopiero Koby Bryant z 81 punktami.
To nie był jedynie wyjątkowy występ, cały sezon był dla Wilta niesamowity, a te 100 punktów było jego ukoronowanie i postawieniem kropki nad i. Wcześniej w tym sezonie dwa razy poprawiał swój rekord życiowy, 8 grudnia w przedłużonym o 3 dogrywki spotkaniu z Lakers rzucił 78 punktów, a 13 stycznia w regulaminowym czasie przeciwko Chicago Bulls zdobył 73 punkty bijąc dotychczasowy rekord Elgina Baylora (71 punktów). W ciągu tego sezonu 18 razy zdobywał przynajmniej 60 punków, a w okresie między 13 stycznia, a 28 lutego przekroczył 60 pkt. 6 razy. W tym sezonie Chamberlain osiągnął średnią - ŚREDNIĄ!- 50.4 punktu na mecz i do dziś pozostaje jedynym zawodnikiem który w jednym roku rzucił ponad 4 tys. punktów. A zdobył ich dokładnie 4.029. Zajął tez pierwsze miejsce pod względem zbiórek ze średnią 25.7, a pod względem skuteczności z gry ( 50.6%) był drugi. Niesamowite jest też to, że w całym sezonie na parkiecie przebywał średnio 48.5 minuty na mecz, oczywiście dzięki dogrywkom. Na parkiecie przebywał 3.882 minuty na 3.890 możliwych, a w 79 spotkaniach na 80 rozegranych meczy na boisku przebywał przez cały czas – kolejny rekord.
Warto podkreślić, że przez wszsytkie lata swojej gry był nie tylko łowca punktów. Jest jedynym centrem w historii, który został liderem asyst w całym sezonie.
Oto próbka tego jak grał w ciągu swoje kariery.



Wracając do rekordowego meczu, ponieważ tamto spotkanie nie zostało zarejestrowane na taśmie filmowej, nie można dokładnie prześledzić jak ono przebiegało. Istnieje tylko nagranie radiowe, i tylko z 4 kwarty. Pozostaje tylko ono i opisy świadków.




Wszystko jednak zostało policzone. Skupmy się na tym co wiemy na pewno. Spotkanie odbyło się między Philadelphia Wariors a New York Knicks. Zakończone wynikiem 169:147 dla Wariors, nie było więc dramaturgi samego spotkania, natomiast to co trzymało w napięciu, to pytanie ile punktów rzuci Wilt. W pierwszej kwarcie rzucił 23, po pierwszej połowie miał 41 , trzecią kwartę kończył z wynikiem 69. I już było wiadome, ze prawdopodobnie przekroczy swój rekord, ale nikt się chyba jeszcze nie spodziewał setki. Tymczasem on zaczął napierać już od początku czwartej kwart, kiedy komentator oznajmił, że Wilt pobił rekord życiowy i ma już 79 punktów – fani zareagowali okrzykiem radości. Potem już do końca meczu relacjonował o jego kolejnych zdobyczach. W pewnym momencie część widowni zaczęła skandować ,, Piłkę do Wilta. My chcemy stu.”. To wpłynęło na wydarzenia na boisku, gdyby nie komentator nikt by nie wiedział ile ma punktów. Cała drużyna zaczęła pracować na wynik swojego środkowego. Absolutnie każda piłka była kierowana do niego, a on starał się umieścić ją w koszu. Rzecz godna odnotowania – Chamberlain miał w tym dniu 2 asysty.
Kiedy na 46 sekund przed końcem meczu rzucił swoje setne punkty, rozentuzjazmowany tłum wtargnął na boisko i komentator musiał prosić o jego opuszczenie w celu dogrania ostatnich sekund.
Tego dnia Chamberlain miał fantastyczna skuteczność z linii rzutów wolnych. Na co dzień trafiał ze skutecznością około 50%, wtedy jednak nie pomylił się przy żadnym ze swoich pierwszych 9 rzutów, wykorzystał 21 z22 pierwszych a mecz zakończył z wynikiem 28 na 32.
Kiedy pytano go potem jak wytłumaczy swoją predyspozycje tego dnia, odpowiedział ,,Nie wiem”
Intrygujące jest pytanie - ile rzuciłby punktów gdyby w noc poprzedzającą mecz miałby chwile snu? W tamtym okresie Wilt mieszkał w Nowym Yorku. Poprzedniego wieczora spotkał się z dziewczyna i podobno do ósmej rano nie zmrużył oka, kiedy udał się do pociągu jadącego do Philadelphii. Na miejscu zjadł lunch, potem udał się do Hersey, gdzie Wariors odbywali obozy przedsezonowe. Zostało kilka godzin do meczu, które spędził grając w bilard i na strzelnicy w centrum rozrywkowym w Arcade Hersey Park.
,, Miałem tego dnia wrażenie, że we wszystkim czego się tknąłem zaraz padał rekord za rekordem... Czułem, że to jest mój dzień”

poniedziałek, 27 lutego 2012

Justyna i przyjaciele

W marcu dwa dni po dniu kobiet w Galerii Koloru w Warszawie odbędzie się pewne wydarzenie kulturalne. Pewna czarująca dama imieniem Justyna wraz z przyjaciółmi będzie gościem specjalnym wystawy Niebieskiego; młodego, zdolnego i przede wszystkim nieszablonowego artysty, Niebieski, a właściwe Niebieski Robi Kreski jest znany ze swojego niekonwencjonalnego podejścia do sztuki, oraz ze specyficznej atmosfery na swoich wernisażach.
Na ostatniej wystawie dzieła artysty celowo zeszły na dalszy plan w celu wysmiania pewnego zjawiska, a ich miejsce zajęły hamburgery i hod – dogi sporządzone według tajemnej receptury.
Prowadzeniem kuchni zajmował się sam artysta oraz specjalnie wyselekcjonowani kelnerzy. Galeria sztuki zmieniła się w bufet na niespotykaną dotąd skale na tego typu imprezach, nie zmieniło to jednak ducha wystawy i wszyscy byli zadowoleni. Dlatego też pojawia się pytanie czym zapadnie w pamięć kolejna impreza i kim jest ta Justyna?

Link do bloga:

http://niebieskirobikreski.ownlog.com/

https://www.facebook.com/events/389982401016617/

środa, 22 lutego 2012

Nie zawsze sie udaje

Walka wieczoru

- Nazywam się Sru... i jestem narkomanem.
- Część Sru- odpowiedziała grupa chórem.
Wstąpienie do grona anonimowych narkomanów nigdy nie było rzeczą prostą, podobnie jak walka bokserska, szczególnie dla bokserów.
Gala boksu zawodowego cieszyła się duża popularnością. Zrzeszała mnóstwo kibiców  na widowni i przed telewizorami. Raz na jakiś czas trafiała się perełka, taka jak dzisiejsza walka. Mieli stanąć naprzeciwko siebie David ,, Boski Ryj” Samson i Edward ,, Grzeczny” Chamski. Dwóch świetnych bokserów aspirujących do tytułu mistrza. Dwóch zupełnie różnych bokserów.
David Samson zawdzięczał swój przydomek swojej twarzy. Nie wyglądał zupełnie jak pięsciarz, przypominał raczej modela bądź bohatera jakiejś telenoweli. Bardzo dbał o swój wygląd i nigdy nie pozwoliłby sobie wyjść na ring ze złym uczesaniem swojej bujnej blond grzywy. Zawsze był świetnie przygotowany do walki. Przed każdym pojedynkiem przesiadywał godziny w gabinecie kosmetycznym robiąc sobie pedicure, manicure, maseczki na twarz. Używał też najdroższych perfum. Złośliwcy uważali, że bardziej skupiał się na swoim wyglądzie niż na walce. Kiedyś któryś z jego przeciwników krzyknął, że obije mu ten ,,boski ryj”. I tak już zostało. Co prawda nikomu nie udało się dotąd obić mu buźki ale dotąd trafiał na wyraźnie słabszych przeciwników. Dziś czekała go konfrontacja ze straszliwym ,,Grzecznym”.
Edward Chamski z kolei zawdzięczał swój przydomek bardzo spokojnemu zachowaniu. Zawsze opanowany i ważący słowa podczas konferencji prasowych i wywiadów, tak aby przypadkiem w niczym nie urazić swojego rywala. Było to nietypowe zachowanie, gdyż we współczesnym boksie zawodnicy z reguły wychwalali na każdym kroku siebie, swoje dokonania i to czego to oni nie zrobią ze swoim przeciwnikiem. Chamski natomiast wchodził na ring, robił swoje i z niego schodził, nie troszcząc się za bardzo o kontakty z mediami czy tworzenie własnego wizerunku.
Obaj bokserzy w ringu byli jak dotąd niepokonani. Obaj też mieli zwyczaj wchodzić na ring za każdym razem inaczej. Za każdym razem wchodzili przy innej muzyce i scenografii, dlatego publiczność też zawsze była ciekawa jak będzie wyglądać wejście.
Chamski wszedł obwieszony złotymi łańcuchami, z czapeczka skatowską na głowie i otoczony przez tańczące cheerleaderki w rytm przeboju rapera Mnożnika. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, gdyż Mnożnik miał zarymować na żywo kawałek napisany specjalnie na ta walkę, a zarapował zupełnie inny. A brzmiał on tak:
Jestem Mnożnik a wy to już wiecie
Wy macie chajs i mi go dajecie
ja mnożę rymy niesłychanie mądrze
sprawcie to sami, dobrze
kupujcie moje płyty bo są zajebiste
nie ma lepszych, ja wam to mówię
a ja się znam bo jestem Mnożnik
i robię kawałki bardzo dobre
a inni się nie znają bo ja się znam
i mowie to dziś wam
Jestem z biednej dzielnicy więc dajcie mi kasę
a ja ja wydam na brykę i kurwy, o bybe, bybe
takie jest życie rapera
ej dziewczyno! Ja wiem, że mnie pragniesz
ale nie dostaniesz bo jestem Mnożnik i mam swoich ludzi, Acha, Acha
ale możesz kupić moją płytę
Kiedy potem Chamski zwrócił się z pretensjami do Mnożnika, że ten wykonał inny kawałek od tego, który był w umowie, ten stwierdził, że nie mógł przepuścić takiej okazji na autopromocje, i że zyski ze sprzedaży płyt przewyższa wielokrotnie kare, która będzie musiał zapłacić.

Sru słuchał transmisji z walki przez radio, zawsze słuchał radia w drodze do domu. Spotkanie na terapii rozłościło go tylko, było nudne. Potrzebował bez przerwy jakiegoś źródła podniety. Dawały go na przykład narkotyki ale kiedy Sru nie ćpał. szukał innych źródeł. Zaczepiła go pewna staruszka z prośba o kilka groszy. Wyjął słuchawki z uszu, żeby lepiej słyszeć. Uważnie z lustrował ją wzrokiem, po czym uderzył ją z całej siły w krtań. Gdy staruszka charcząc upadła na ziemie kopnął ją w głowę. Starsza kobieta swoja bezradnością wobec jej sytuacji życiowej wzbudziła w nim litość i wspólczucie, więc zrobił to co zrobił, bo kiedy Sru komuś współczuł to go zabijał. Litował się nad nieszczęściem innych i chętnie pomagał im w biedzie, usuwając ich i z tego świata. Nigdy nie troszczył się o zacieranie śladów, czy usuwanie ciał. Nigdy nie był karany i jego dane nie figurowały w żadnej policyjnej kartotece. Nigdy nie było świadków a z ofiarami nic go nie łączyło. Policja nigdy nie powiązała morderstw z jego osobą.
Wszedł do mieszkania, rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizor. Właśnie pokazywali wejście ,, Boskiego Ryja”.
Samson nie miał takich sponsorów jak Chamski. Nie stać go było na zatrudnienie znanych zespołów aby zagrali na jego wejście na żywo. Zbyt dużo pieniędzy pochłaniał na SPA, zabiegi kosmetyczne i ubrania. Musiał zacząć oszczędzać. Na jego wejście zagrał więc znajomy organista z parafii Świętego Mieczysława.
Samson wszedł na ring, spojrzał groźnie przeciwnikowi w oczy, poprawił włosy po czym poprosił o mikrofon i zwrócił się do publiczności.
- Jesteście bardzo szczęśliwi, że możecie mnie dziś wieczór zobaczyć na żywo. Jest to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń w waszym życiu oprócz narodzin waszych dzieci. Jest to wydarzenie o którym będziecie opowiadać waszym wnukom. Dlatego możecie bez zażenowania robić zdjęcia, nagrywać to na kamery a tym, którzy mają pecha ale i tak są wielkimi szczęściarzami bo mogą oglądać to w domu radze nagrać to wydarzenie na video. Albowiem będziecie świadkami jak rozłożę tego draba na łopatki. Niczym mój wielki poprzednik, nie tak jednak wielki jak ja, a mam tu na myśli Muhameda Alego, prorokuje, że znokautuje obecnego tu Chamskiego w trzeciej rundzie. Mój przeciwnik może się bronić i nie będę miał mu tego za złe, ale nie ma najmniejszych szans. Jestem bowiem silny jak Mariusz Pudzianowski, szybki jak Michael Jordan,piękny jak Brad Pit i odporny jak Superman. Moje ciosy nigdy nie... 
Nie dokończył jednak gdyż rozwścieczony ,,Grzeczny” doskoczył do niego i zadał mu trzy ciosy po których ,, Boski Ryj” padł zamroczony na ziemie. Chamski podniósł mikrofon i powiedział: ,, On kłamał. Ja jestem lepszy” i udał się w kierunku szatni zostawiając zdziwiony i zawiedziony tłum. Walka bowiem skończyła się nim się zaczęła.

Wściekły i upokorzony Samson zmierzał właśnie do samochodu gdy podszedł do niego obcy mężczyzna i nagłym ruchem przytknął mu do ust szmatę nasączona chloroformem.

Kiedy się zobaczył zauważył, że leży związany w ciemnym pokoju bez okien, i że ma erekcję. Naprzeciwko niego siedział mężczyzna, który przypatrywał mu się uważnie.
- Witaj Davidzie - odezwał się w końcu. - Aby oszczędzić czas przejdę od razu do rzeczy. Nazywam się Sru i jestem twoim fanem. A ty zawiodłeś dziś swoich fanów i co gorsze mnie. Przez ciebie nie wygrałem sporej ilości kasy, sporą ilość kasy też straciłem. Tak, wiem,że zakłady sportowe to czysty hazard, ale ja lubię zakłady sportowe i innym nic do tego. Ma to ten efekt uboczny, że jak ja przegram to się denerwuje, ale za to jak wygram to się ciesze. Ale dziś nie wygrałem, bo dałeś dupy i jak się słusznie domyślasz nie jestem z tego zadowolony. W zasadzie mógłbym cie od razu zabić, ale widziałem taki film na którym facet porywał ludzi, którzy w jakimś aspekcie coś zjebali. Mówił im, że chce z nimi zagrać w grę. W tej grze mieli możliwość odkupienia swoich win z reguły za bardzo wysoko stawkę. Na przykład mógłbym wsadzić cie do zamkniętej na klucz komory, z której zostanie wypompowany tlen, za ileś tam godzin. Klucz znajdowałby się w pojemniku wypełnionym kwasem. Miałbyś wybór. Albo śmierć przez uduszenie albo włożyłbyś rękę do tego pojemnika i wyciągnął klucz. Oczywiście zeżarłoby ci tą rękę ale miałbyś jeszcze druga i uszedłbyś z życiem. Miałbyś nawet możliwość wyboru, którą łapkę chciałbyś sobie poparzyć. Tak, mógłbym to zrobić... ale nie zrobię. Nie jestem przecież sadystą. Wymyśliłem coś innego. Jak już pewnie zauważyłeś masz erekcje. I nie jest to bynajmniej na mój widok, po prostu zaaplikowałem ci środek na bazie Viagry. To dlatego tak stoi i stać będzie. I najlepsze jest to, że nie możesz z tym nic zrobić. Jedyny sposób to antidotum mojej produkcji. Ten środek który masz w sobie też jest mojej produkcji. Nikt go nie zna na rynku, nikt nawet nie wie, że taki środek istnieje. Umiem robić takie różne fajne rzeczy i w rezultacie masz erekcje do końca życia. Fajnie co. Acha, taka niemiła wiadomość. Nie możesz sikać. Natura tak to wymyśliła, że podczas erekcji nie można sikać. Dzięki temu nie można na przykład wymieszać moczu ze sperma albo wysikać się do partnerki podczas stosunku, natura jest mądra i nie dopuszczą do takich sytuacji. Efekt uboczny oprócz tego, że nie możesz się wyszczać, i tego, że za jakiś czas rozsadzi ci pęcherz, to zatrucie moczem. Zbędne produkty przemiany materii nie mogą się uwolnić i organizm się zatruwa, następuje zakwaszenie i zaburzenie ilości wody i minerałów. Ciekawe czy wpierw umrzesz z zatrucia czy pęknie ci pęcherz i mocz rozleje się po twoich wnętrznościach. Jak myślisz? Tak czy inaczej będziesz cierpiał gorzej niż narkoman na odwyku. Sam jestem na odwyku i wiem jak to ciężko.
- Chcesz działkę? - odezwał się nagle Samson - Mogę ci załatwić tyle koksu ile zechcesz. Kokaina, Heroina, Amfetamina, Marihuana, mam wszystko. Mogę ci załatwić co chcesz i ile chcesz.
Oczy Sru zaświeciły się z pożądania.
Pomyśl tylko - kontynuował Samson-mogę ci dostarczyć takie ilości, że starczy ci do końca życia. Już nigdy nie będziesz czul głodu narkotykowego. Już nigdy nie będziesz czul bólu i zawsze będziesz na chaju. Mogę ci dać to wszystko w zamian za antidotum i obietnicy, że zostawisz mnie w spokoju. Wybór należy do ciebie...