TENTEGO

TENTEGO

sobota, 26 listopada 2011

Zakochana w żulu

To miał być dzień jak każdy inny. Usiadłam sobie na murku sącząc moje ulubione piwo – Warszawski Żul. Było pogodnie a wiatr przyjemnie mierzwił mi włosy. Patrzyłam na ruch samochodów w godzinach szczytu, wdzięczna losowi, że nie muszę tak jak ci kierowcy siedzieć w tych korkach i słuchać jakiejś debilnej muzyki.
Nagle pojawił się on. Moje serce zabiło mocniej, a życie odmieniło się już na zawsze. Patrzyłam jak dumny niczym paw powoli zbliża się do kosza na śmieci. Zatrzymał się przed nim i tymi swoimi błękitnymi jak lazurowe wybrzeże oczami zajrzał do środka. Po czym uczynił zaszczyt temu śmietnikowi, bo zanurzył w nim rękę (Och, jak bardzo chciałabym być na miejscu tego śmietnika) i wyciągnął z niego niedopałek papierosa, niczym magik wyciągający królika z kapelusza. Drugą ręka wyjął zapalniczkę i zgrabnym ruchem przypalił sobie ów niedopałek, mrużąc przy tym zabawnie oczy. I zaciągnął się. Stał tak przez dłuższa chwile rozkoszując się dymem niedopałka. A ja mogłam się mu lepiej przyjrzeć i rozkoszować się jego widokiem.
Był niesamowicie przystojny. Miał prawie 175 cm wzrostu i tak na oko 110 kilo żywej wagi. Pewnie same mięśnie, widoczne zwłaszcza na brzuchu. Właściwie brzuch był pierwszą częścią ciała, którą zwracał swoją uwagę. Ale nie tylko, jego ramiona, nogi były równie potężne, ale już nie tak imponujące. A bark był tak rozwinięty, że nie było widać prawie szyi. Wyglądało to tak jakby jego wspaniała głową wyrastała wprost z tułowia. W jego twarzy najbardziej się rzucały w oczy policzki. Rumiane i obwisłe jak u buldoga. Właściwie to przypominał trochę buldoga. Czyż to nie są urocze psy?
Jego policzki były tak wielkie, że niemal przysłaniały jego oczy, które przypominały takie małe szparki. Ale jak się dobrze przyjrzeć, to można było dopatrzeć się ich koloru i tego niesamowicie inteligentnego spojrzenia. Patrzyłam jak raz za razem zaciąga się tym niedopałkiem z taką intensywnością jakby chciał wyssać z niego cale życie. A niedopałek żarzył się za każdym razem gdy on tak go ssał. Mężczyzna wypalił go do końca, wyrzucił i odszedł. Ale tylko kilka metrów, do następnego kosza na śmieci. Gdzie znów się zatrzymał, zanurzył w nim rękę, i wyciągnął ją dzierżąc w swoich palcach przypominających kiełbaski następny niedopałek papierosa. Po czym cały rytuał się powtórzył.
Gdy skończył odszedł w siną dal, a ja myślałam, że już go nigdy nie zobaczę. Ale nadszedł, dwie godziny przybył w tym swoim dresie niczym książę na białym koniu. Znów zatrzymał się przy tym samym koszu. Znów zanurzył rękę. Znów wyciągnął niedopałek. Znów go zapalił i znów się zaciągał nim niczym w ekstazie. Na mnie w ogóle nie zwrócił uwagi. Zaczęłam się wiercić, bawić włosami i chrząkać, ale on nic.
Gdy już skończył palić wyciągnął następny niedopałek. Nagle odwrócił się w moją stronę, serce zabiło mi mocniej. A on usiadł na tym samym murku co ja, tylko, że 5 metrów dalej. Poczułam prąd przeszywający cale moje ciało w momencie gdy jego pupa stykała się z kawałkami cegły, które łączyły się pośrednio z tymi samymi kawałkami na, których ja siedziałam. Ale on tylko siedział, nie spojrzał nawet w moją stronę. ,,Czy coś ze mną nie tak?” pytałam samą siebie. Nie mogłam jednak znaleźć odpowiedzi. A może on po prostu jest nieśmiały. Nie mogłam w to uwierzyć, ale łatwiej mi było zaakceptować taką prawdę.
Nagle mój niedoszły adorator się ożywił. Obok kosza stał jakiś biznesmenek w tandetnym garniturze od Armaniego. Jeden z tych nieszczęśników, którzy codziennie muszą dojeżdżać do swoich biur i zarządzać swoimi firmami. Tak bardzo im współczuje ale sami zgotowali sobie taki los. Mój adorator obserwował go czujnym wzrokiem gotów bronić swojego terytorium, ależ on męski, w razie gdyby biznesmenek chciał zgarnąć, któryś z jego niedopałków. Ale na szczęście dla niego miał własne papierosy. Wyciągnął jednego, zapalił ale zaciągnął się raptem raz czy dwa, a potem go wyrzucił i odszedł. Cóż za marnotrawstwo, co oni w ogóle wiedzą o życiu, jak można tak marnować papierosy. Mój ukochany niczym strzała amora pognał w stronę niedopałka, podniósł i oburącz do ust go przycisnął. Wyssał z niego cały smak, w oczach krwią zabłysnął. I odszedł. Nigdy więcej już go potem nie widziałam. Do dziś mam o to do siebie żal. Gdybym zrobiła coś więcej, kto wie, jakby się to skończyło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz